Kwiat ciemności – wojna i poeta

Parco UngarettiNieopodal włosko-słoweńskiej granicy, na skraju wzniesionego lekko nad rzeką Isonzo Krasu, od niedawna istnieje park tematyczny poświęcony poecie Giuseppe Ungarettiemu*, który w 1916 roku jako zwykły piechur walczył tu przeciw wojskom habsburskim. W ciągu trwających półtora roku potyczek Ungaretti na znajdowanych i przechowywanych z trudnością strzępach papieru napisał swój pierwszy tomik poezji pt. „Pogrzebany port” (oryg. „Il porto sepolto”). Świadomość spustoszeń w człowieczeństwie każdego walczącego oraz poczucie braterstwa, bez podziałów na swoich i wrogów, prowadzą czytelnika przez lekturę zbiorku. Proponujemy fragment przekładu jednego z wierszy zawartych w tomiku.

 

Giuseppe Ungaretti, „Rzeki”
Cotici, 16 sierpnia 1916 r.

Trzymam się tego okaleczonego drzewa
porzucony w dolinie
która tli się
jak cyrk
przed i po spektaklu
i patrzę
na spokojny przepływ
chmur na księżycu

Dzisiaj rano położyłem się
w urnie z wody
i jak relikwia
spocząłem

Strumień Isonzo
gładził mnie
jak swój kamień

Zebrałem
moje biedne kości
i odszedłem
jak akrobata
po wodzie

Zwinąłem się
blisko moich szmat
przepoconych wojną
i jak Beduin
wychyliłem się
ku słońcu

To jest Isonzo
to tutaj najsilniej
poznałem w sobie
łagodną żyłę
wszechświata

Moja kaźń
przychodzi
gdy nie widzę
w sobie harmonii

Choć te tajemne
ręce
które mną nasiąkają
dają mi
chwilę
szczęścia

Przywołałem
epoki
mego życia

(…)

To są moje rzeki
zliczone w Isonzo

To jest moja nostalgia
co w każdym
prześwituje
teraz jest noc
życie moje zdaje mi się
kwiatem
ciemności

Lato to dobry czas na tematyczne wypady, a w tym roku przypada setna rocznica wybuchu pierwszej wojny światowej. Pamiętajmy, że choć wojna rozpoczęła się 28 lipca 1914 roku, Włochy przyłączyły się do walk dopiero w maju 1915 roku, po wystąpieniu z koalicji państw centralnych i przystąpieniu do ententy. Początkowo działania wojenne przeciw oddziałom austro-węgierskim na terenie Włoch skupiły się w dwóch punktach – w górach koło Trydentu oraz na dzisiejszym pograniczu ze Słowenią, wzdłuż rzeki Socza, czyli włoskiego Isonzo. Strategia intensywnego, niemal nieprzerwanego ataku na habsburskie wojsko w trudnych warunkach Krasu nie przyniosła dobrych wyników. Walki trwały tu jednak aż do słynnego zwycięstwa austriackiego pod pobliskim Caporetto (Kobarid, obecnie na terenie Słowenii) w październiku 1917 roku – choć ostatecznie Włosi wyszli z wojny zwycięsko, ta największa porażka militarna pierwszej wojny światowej do dzisiaj jest w Italii przysłowiowa.

*Parco Giuseppe Ungaretti znajduje się w Castelnuovo (Sagrado), koło Gorycji.

br /

Polski i eksperymentalna poezja włoska: Giulia Niccolai

Categories: Aktualnie, Kulturalnie

1105poemieoggettiKażdemu z nas zdarzyło się usłyszeć we Włoszech, że polski przepełniony jest spółgłoskami i zbitkami szeleszczących dźwięków, między którymi nie pojawia się dosyć melodyjnych samogłosek. Z tym powszechnym odczuciem trudno nam walczyć również dlatego, że Włosi języki słowiańskie uważają za egzotyczne i odległe. Do tego polski posiada deklinacje rzeczowników, przymiotników, liczebników! A to odstrasza tych, którzy języków obcych lubią się uczyć dla z ciekawości i dla własnej przyjemności.
Jednak to, co przeraża zwykłego śmiertelnika, artyście zda się wyzwaniem… Proponujemy dzisiaj dwie bardzo krótkie lektury poetyckie w oryginale – tym razem przekład jest niepotrzebny. Wręcz niemożliwy!

Giulia Niccolai to fotografka i poetka pochodząca z okolic Parmy, która od lat sześćdziesiątych eksperymentuje z językiem i obrazem. Napisała wiele wierszy i poematów wizualnych, bawiła się również czysto brzmieniową stroną języka.
Wynalazek, nowość, niszczenie granic między językami sztuki w tamtym okresie były dla młodych twórców największą wartością artystyczną. Wyzwanie postawione zostało nawet językom narodowym, a sama Niccolai pisała po włosku i angielsku, w istniejącym i nieistniejącym francuskim i niemieckim, a nawet po łacinie.
Zobaczmy, co eksperymentalna poezja Giulii Niccolai ma wspólnego z językiem polskim. Przyjrzyjmy się – a chodzi o coś więcej, niż zwyczajne czytanie – pierwszemu tekstowi:

„Polka Majar Poem”

Szamos szabadszallas!
Szabolcs-szatmar

Szamotuly szarvas
Szczakowa
SZCZEBRZESZYN

Szeczin
Szczecinek
Szczuczyn

Wiersz jest częścią cyklu wydanego w 1971 r. w zbiorku „Greenwich”. Jest to madziarska polka, którą poetka nazwała „podróżą w języki terytoriów”. Nasza taneczna i pełna energii wyprawa rozpoczyna się na Węgrzech. Po dłuższym przystanku w Szczebrzeszynie – bo Szczebrzeszyn jest zobowiązujący – lingwistyczna podróż kończy się w północno-wschodniej Polsce.
Drugi tekst, czyli „Fonetyczny wiersz polski” (przyp. red.) najlepiej przeczytać sobie na głos! Po pokonaniu trudności w odczytaniu włoskiego zapisu polskiej wymowy staną przed nami dwie ikony, które w latach osiemdziesiątych (z tamtego okresu pochodzi tomik „Frisbees”, w którym został ogłoszony wiersz) dominowały w zbiorowym wyobrażeniu Polski w Europie. Niebagatelnym kłopotem była niewątpliwie wymowa nazwisk…

Poesia fonetica polacca:
Uauensa uoitiua?
Uoitiua uauensa?
Uoi ua uensa tiua?
Tiua uensa ua uoi?
Ecc. Ecc.

Wielbicielom poezji współczesnej Radio Klik poleca niedawno opublikowany wybór wierszy Giulii Niccolai pt. „Poemi & Oggetti” (wyd. Le Lettere, rok 2012).

I ja tam byłam… Cały Rzym mówił po polsku!

maggiorefacciataDługo czekaliśmy na dzień ogłoszenia kanonizacji. Kiedy padła data 27 kwietnia 2014, oczekiwanie zamieniło się w nadzieję na spotkanie.
Do Rzymu jechałam z grupą z Modeny. Wyjazd nocą z soboty na niedzielę. Do stolicy Włoch dotarliśmy o 4 nad ranem. Miało padać i wszystko wskazywało, że tak będzie: ciemne niebo, dosyć chłodny poranek. Autobusem przybyliśmy do centrum miasta, a wyznaczonym miejscem dla naszej grupy był plac przed bazyliką Santa Maria Maggiore. Trzeba było przejść jeszcze około 2 km i ten spacer robił wrażenie – po drodze spotkaliśmy wyłącznie Polaków! Później ktoś powiedział: „Dzisiaj w Rzymie mówi się tylko po polsku”.
Na placu Santa Maria Maggiore, z widokiem na wejście do kościoła ustawiony był telebim, a jego obecność upewniła nas, że dotarliśmy we właściwe miejsce. Była 5 nad ranem. Pomimo zapowiedzi meteorologicznych o bardzo złej pogodzie, niebo zaczęło się rozjaśniać. Byliśmy pierwszą przybyłą grupą. Przed nami godziny oczekiwania. Wszyscy byli w dobrym nastroju. Powoli plac zaczął sie zapełniać, głównie Polakami. W mojej grupie, niewiele ponad 20 osób, było dwóch księży, Polak i Włoch.
Uroczystości rozpoczęły sie o 10. Jak niegdyś nasz papież pielgrzymował, przybywał na spotkanie z nami, tak teraz my przybyliśmy do Rzymu na spotkanie z nim. Było to prawdziwe spotkanie. Chociaż na ekranach telebimów zobaczyliśmy papieża Franciszka, wiedzieliśmy ze jest obecny i ten drugi, na którego czekaliśmy, Jan Paweł II. I również mniej przez nas znany Jan XXIII. Po wygłoszeniu przez papieża Franciszka wstępnych słów otwierających uroczystość i ogłoszeniu świętości dwóch papieży, w skupieniu i modlitwie przeżywaliśmy to spotkanie w ciągu całej Eucharystii. Byliśmy oddaleni od placu św. Piotra, ale jednocześnie byliśmy tam obecni. Odczuwaliśmy, że kanonizacja dwóch papieży, Jana Pawła II i Jana XXIII, nie jest przypadkowa, że coś łączy te postacie. Trudne czasy, w których dane im było żyć i wielkie dzieła przez nich dokonane.
Nie było mowy o zmęczeniu. W radości trwaliśmy podczas Eucharystii. Myślę, że to nie było ostatnie spotkanie. Jana Pawła II możemy spotkać w modlitwie. On chce być z nami, a my zwracajmy sie do niego z naszych sprawach. Tak, jak za życia, gdy nigdy nas nie zawiódł i mieliśmy poczucie jego bliskości w najtrudniejszych chwilach. Potrafił pocieszać, rozweselać, śmiać się, a jednocześnie rozumieć ból i cierpienie. To poczucie wspólnoty w modlitwie, ten wyjazd niech będą małym hołdem złożonym dwóm wielkim świętym.

Lucyna, była nauczycielka, od wielu lat pracuje w Modenie. Długo zajmowała się organizacją życia Polonii w tym mieście.

Refleksje spisała Magdalena Maria Kubas