Leopold Staff, „Vita nuova”
Twych lic, oczu i włosów słodki cud potrójny
Różowość w sobie, błękit i złoto ma rana,
W które wiosna przychodzi przez ptaki witana,
Łącząc swe usta z twymi w pocałunek spójny.
Rozkoszny wiew zefiru, pieściwy i czujny,
Bielą szat obejmuje ci smukłe kolana
I lekko niesie ciebie jasna kwiatów piana
Po zielonej traw fali, szumiącej i bujnej.
A gdy zginiesz mym oczom, jak widziadeł cienie,
Pozostawiasz bolesne, a słodkie wspomnienie
Godzinom moich zadum, twej krasy piastunek:
Czar, co się po zniknięciu dziwnie doskonali,
Jak woń po wyniesionej z pokoju konwalii,
Jak w śnie poznany uśmiech, uścisk, pocałunek.
Wiosna już z nami, a na dobry początek maja pragniemy zaproponować naszym czytelnikom lekturę poetycką. Użyty przez Leopolda Staffa włosko brzmiący tytuł zaczerpnięty jest z pierwszego lirycznego cyklu, który Dante pod koniec XIII wieku zadedykował ukochanej Beatrycze. Wiersz Staffa powstał natomiast w latach dwudziestych ostatniego wieku i w nowoczesny sposób oddaje najważniejsze założenia formy sonetu. A jak zdefiniować sonet? Tradycyjnie składa się on z czternastu wersów, i dzieli na cztery zwrotki (dwie strofy po cztery wersy i dwie po trzy wersy). W sonecie stosowany jest schemat rymów – rymują się dwa sąsiednie wersy lub wers pierwszy i ostatni oraz wersy środkowe strof, tak jak ma to miejsce u Staffa. Sonet inspiruje poetów od średniowiecza, ale i dzisiaj, pomimo wykształcenia się form wiersza w dużej mierze wolnych od narzuconych ram kompozycyjnych, jedni piszą sonety dla wprawy, inni dla zabawy, inni jeszcze zupełnie na poważnie…
Sonet narodził się w XIII wieku na Sycylii, na dworze cesarza Fryderyka II Hohenstaufa. Władca ten zapragnął, by jego najbardziej wykształceni dworzanie wprawiali się w pisaniu poezji na wzór prowansalskich trubadurów. W ten sposób doradcy, notariusze i ambasadorzy zaczęli pisać… wiersze miłosne! A z czasem z dosyć długiej zwrotki kancony, formy uprawianej przez wędrownych poetów na dworach południa Francji, wykształcił się lapidarny sonet. Przy użyciu sonetu poeci sycylijscy opiewali urodę i cnoty dam swych serc oraz spierali się na temat definicji miłości.
Znawcom poezji sonet kojarzy się przede wszystkim z XIV-wiecznym włoskim poetą Francesco Petrarką. To on, w złożonym z 317 sonetów zbiorze „Rerum vulgarium fragmenta”, doprowadził tę formę do doskonałości formalnej i tematycznej. W długim cyklu poetyckim Petrarka najpierw opowiada nam o tym, jak zakochał się w anielskiej, jasnowłosej Laurze, a w dalszej części pragnie ukoić ból po śmierci ukochanej. Poetycka pamięć o Laurze staje się drogą do zbawienia własnej duszy. Dlatego u Petrarki nie istnieje radość z miłości bez świadomości bólu, czy uwielbienie piękna bez poczucia jego straty. Na zakończenie proponujemy jeden z sonetów Petrarki w przekładzie Adama Asnyka. Zwróćcie uwagę na zmienność opisów pogody! Wiosenna aura jest ulotna, podobnie jak poczucie szczęścia. Wszystko to składa się na chwilową tylko harmonię świata zewnętrznego, którą artysta odczuwa i rejestruje w swej poezji.
Francesco Petrarka, Sonet 123
Widziałem tu na ziemi anielskie uroki
I niebiańskie piękności, jedyne bez skazy;
Gdy wspomnę, czuję rozkosz, razem ból głęboki,
Bo pierzchają z przed oczu jak senne obrazy.
Widziałem światła, przez łez patrzące obłoki,
Których blask zazdrość słońca budził tyle razy,
I słyszałem płynące w westchnieniach wyrazy,
Zdolne poruszać góry, powstrzymać potoki.
Miłość, rozum i cnota, tkliwość i cierpienie —
W taką słodką harmonię w płaczu się zlewały,
Jakiej usłyszeć ziemskie nie zwykły przestrzenie.
I tak się w tę harmonię wsłuchiwał świat cały,
Że na gałązkach nawet listki się nie chwiały,
A słodycz wypełniła każde wiatru tchnienie.
I wam zdarza się we Włoszech słyszeć o Wielkanocy nie tylko podczas długich, wiosennych tygodni Wielkiego Postu? Ten okres roku jest niezwykle ważny dla ludzkości od zarania dziejów, a z rozpowszechnianiem się chrześcijaństwa zyskał nowe, duchowe znaczenie. Z czasem chrześcijańskie symbole stały się punktem odniesienia dla sytuacji, które spotykają nas w codziennym życiu.
Przyjrzyjmy się najpierw kilku zwrotom związanym z Wielkim Postem:
Gdy słyszymy LUNGO COME UNA QUARESIMA (długi/e/a jak Wielki Post) oznacza to, że coś, czy ktoś ciągnie się nieznośnie, lub dużo gada, jest natrętny jak mucha.
Samo określenie QUARESIMA (Wielki Post), pochodzi od łacińskiego słówka „quadragesima” i oznacza czterdzieści dni, w czasie których przygotowujemy się do świętowania Zmartwychwstania Pańskiego.
Krzyż jest symbolem cierpienia, można zatem powiedzieć GETTARE LA CROCE ADDOSSO A QUALCUNO, co oznacza przerzucanie odpowiedzialności, czyli zrzucanie krzyża na kogoś innego. Inne przysłowie, PORTARE LA PROPRIA CROCE, mówi o niesieniu własnego krzyża, o czym i u nas można zasłyszeć.
A PASQUA to Pascha, w tradycji żydowskiej rocznica wyzwolenia z niewoli egipskiej, a dla chrześcijan dzień Zmartwychwstania Chrystusa.
Wielkanoc to radość i odrodzenie, tak ducha jak i całej przyrody! Zatem FELICE COME UNA PASQUA służy wyrażeniu zadowolenia, które można przyrównać do radości apostołów, gdy dowiedzieli się o powstaniu z martwych Chrystusa.
Istnieją we włoskim dwa określenia na okres, w którym przypadają Święta: PASQUA BASSA, gdy Wielkanoc jest bardzo wcześnie, i PASQUA ALTA, jak w tym roku, gdy wypada późno w kwietniu.
PASQUETTA, czy LUNEDì DELL’ANGELO to Poniedziałek Wielkanocny. W ten dzień nie należy oblewać nikogo wodą! Tradycyjna jest natomiast poniedziałkowa wycieczka, wspomnienie wyprawy do Emaus, w czasie której apostołom ukazał się i towarzyszył w drodze Jezus.
We Włoszech, jak wiemy, nie ma pisanek, o których pięknie trudno w świąteczne dni nie pamiętać. W takiej sytuacji jednak łatwo się pocieszyć włoskim UOVO DI PASQUA, jajem wykonanym z czekolady!
Drodzy czytelnicy, naszej Redakcji pozostaje już tylko życzyć Wam Wesołych Świąt, czyli BUONA PASQUA!
*”Natale con i tuoi, Pasqua con chi vuoi” to włoskie powiedzenie, które oznacza „Boże Narodzenie wśród swoich, Wielkanoc z kim wolisz”.
Stefan Sidoruk (1919-2012) był lubelskim poetą, zbieraczem lokalnych legend i tradycji. Artysta spędził całe swe życie w jednym miejscu – dziś pewnie coraz rzadziej spotykane zjawisko – w Kolonii Stawki, koło Włodawy. Dogłębną znajomość i wielką miłość do rodzinnej ziemi wyrażał tak pracą rąk, prowadząc gospodarstwo rolne, jak i wierszem, czy prozą. Złożoną tożsamość miejsca, w którym żył wyrażał Sidoruk w swym dwujęzycznym pisarstwie, po polsku i ukraińsku, oraz trzecim językiem mówionym, którym była dla niego podlaska gwara zwana chachłacką.
Kresy są ważnym dla Sidoruka mitem tożsamościowym, a rzeka Bug jest swoistą syntezą tego, co zarazem wschodnie i polskie. Zbiorek pt. „Nadbużańskie opowieści” zawiera transkrypcje gromadzonych przez lata lokalnych legend. Narratora opowiadań można sprowadzić do głosu ludu zamieszkującego obydwa brzegi rzeki – w pamięci zbiorowej Bug jest mitotwórczym sercem całego regionu, który pozwala budować zręby tożsamości. W podaniach i bohaterowie i narrator wiedzą tak gdzie przynależą, jak i gdzie przebiegają różne rodzaje granicy. Tak dzieje się w historii o ikonie św. Onufrego, która przypłynęła rzeką, czy w legendzie o przybyciu niesionych prądem wód Buga ziaren pszenicy, która stanie się jednym z najważniejszych bogactw regionu. Bug czasami bywa jedynie przeszkodą naturalną, którą łatwo pokonać promem, jak w przypadku handlarzy targowych. Bug, nawet kiedy urasta do roli bariery, zawsze jest granicą przemakalną, a ludność klasyfikowana jest według przynależności etnicznej i religijnej, nigdy narodowościowej.
Bug należy również do mitów osobistych Sidoruka – w „Obliczach Kresów” (Lublin, 2009) autor wyznacza na rzece granicę kulturową Europy. W świetle wcześniejszych „Nadbużańskich opowieści” należałoby jednak dodać, że wstęga Buga nie wyznacza absolutnego podziału na europejskość/nieeuropejskość. W opowiadaniach pojawia się perspektywa mieszkańców obu brzegów, które od zarania dziejów stanowią raczej strefy przenikania, rozpowszechniania się kultury Europy na wschód, jak i przyjmowania wschodnich elementów po zachodniej stronie Buga.
Radio Klik poleca lekturę „Nadbużańskich opowieści” Stefana Sidoruka (Chełm, 1998)