27 kwietnia Jan Paweł II i Jan XXIII podczas uroczystej mszy świętej w Watykanie zostali obwołani świętymi. Co to znaczy dla całego świata katolickiego, dla Watykanu, Włochów, Polaków? Z pewnością kanonizacja, której byliśmy świadkami jest wydarzeniem niezwykłym z wielu punktów widzenia… Dwóch Papieży, tak różnych od siebie… Dwie postaci znane osobiście wielu z nas – przecież minęło zaledwie 9 lat od śmierci Jana Pawła II i 61 od śmierci Jana XXIII. Dwa wzory do wzięcia jeszcze bardziej na serio…Niemniej jednak, trochę przewrotnie mógłbym powiedzieć, że każda kanonizacja czy beatyfikacja jest dla nas wyzwaniem i zadaniem. Każdy nowy święty czy błogosławiony jest podpowiedzią, jak realizować Ewangelię w codzienności. Oczywiście, z niektórymi czujemy się bardziej związani – jak to ma miejsce w przypadku Papieża Polaka – niemniej jednak ten fakt nie powinien zamykać nam oczu na innych świętych.Najszybciej i najłatwiej dowiemy się czegoś o Janie XXIII sięgając na przykład do Wikipedii :) Jego życiorys pojawił się również ostatnio w wielu czasopismach. Dlatego chciałbym tylko podkreślić niektóre aspekty jego osobowości i pontyfikatu.
Od młodości widać było w nim zamiłowanie do studiów. Warto nadmienić, że ów syn biednych rolników, stał się jednym z najlepszych seminarzystów, a w wieku 23 lat uzyskał doktorat z teologii. Jako kapłan i sekretarz biskupi spędzał wiele czasu w bibliotekach, nie zaniedbując jednakże działalności pastoralnej.
W roku 1925 zostaje mianowany biskupem. Już w tym momencie, wybierając swoje motto biskupie – Posłuszeństwo i Pokój – daje poznać, co mu leży na sercu w szczególny sposób. Kolejne lata życia spędza na wyjątkowo trudnych placówkach dyplomatycznych – w Bułgarii, Turcji czy Paryżu.
W wieku 72 lat zostaje kardynałem i patriarchą Wenecji.
Nadchodzi rok 1958 a z nim śmierć Piusa XII po długim 19-letnim pontyfikacie. Kardynałowie decydują się na wybór papieża „przejściowego” – Roncalli ma już 77 lat (obecnie nie mógłby brać udziału w konklawe zgodnie z decyzją podjętą przez jego następcę św. Jana Pawła II). Niemniej jednak, ów leciwy już Papież zaskakuje wszystkich i postanawia zwołać Sobór Powszechny.
Tu warto w kilku słowach wyjaśnić czym jest Sobór. Jest to spotkanie wszystkich biskupów z całego świata, a jego celem jest sprecyzowanie kwestii wiary i dyscypliny kościelnej. Sobór – początkowo zwoływany przez cesarza rzymskiego i zatwierdzany przez Papieża – dziś jest zwoływany i kierowany przez Wikariusza Rzymu. Od początku chrześcijaństwa do dziś miało miejsce 21 soborów uznawanych przez Kościół katolicki. Od samego początku jasnym się staje, że Sobór zapowiedziany przez Jana XXIII będzie inny niż wszystkie. Bardziej niż kwestiami dyscypliny czy wiary, zajmie się problemami pastoralnymi czyli odpowiedzią na pytanie jak głośić Ewangelię dzisiejszemu światu. Kościół potrzebuje aggiornamento – odnowienia – nie w sensie treści a formy jej przekazu.
Choć to właśnie Sobór jest uznawany za najważniejsze dzieło życia św. Jana XXIII, warto pamiętać o chociażby jego przepięknej i jakże ciągle aktualnej encyklice Pacem in terris czy poświęconej problematyce socjalnej Mater et Magistra.
Podsumowując, możemy powiedzieć, że św. Jan XXIII zachował otwarte oczy i wrażliwe serce w ciągu całego swojego życia. I może właśnie dlatego Włosi nazywają go il Papa Buono – Dobrym Papieżem.
Trzeba przyznać nie ma tu jakiejś reguły: św. Antoni z Padwy został kanonizowany w 352 dni po śmierci i jest to absolutny rekord w historii Kościoła. Na drugim końcu możemy znaleźć na przykład naszą św. Jadwigę królową kanonizowaną 598 lat po śmierci. 9 lat to naprawdę niewiele jeśli chodzi o kanonizację. Z reguły czeka się dłużej. Pierwszym powodem jest przepis prawa kanonicznego, który pozwala na otwarcie procesu beatyfikacyjnego (a potem kanonizacyjnego) nie wcześniej niż 5 lat po śmierci. Drugim, konieczność uważnego przestudiowania życia kandydata i jego pism, przesłuchania świadków i wykluczenie jakichkolwiek niezgodności z nauką i moralnością Kościoła. I trzeci wreszcie powód, który poniekąd zależy od samego „zainteresowanego” to wymóg cudu za wstawiennictwem kandydata na ołtarze.
-Proszę wyjaśnić jaka jest różnica między błogosławionym a świętym. Do niedawna Jan Paweł II był określany mianem „błogosławiony”…
Beatyfikacja i kanonizacja to dwa etapy, z których ważniejszym jest paradoksalnie pierwszy. To właśnie przed tym procesem dokonuje się lwia część benedyktyńskiego wysiłku zbadania życia i twórczości kandydata na ołtarze. Wszystko rozpoczyna się na poziomie diecezji od decyzji biskupa. Specjalna komisja zbiera wszystkie dostępne świadectwa, przesłuchuje świadków, czyta to, co zostało po kandydacie. Po zamknięciu tego etapu przesyła się wyniki do Watykanu i jeżeli wszystko jest w porządku zostaje ogłoszony dekret o heroiczności cnót i odtąd kandydatowi przysługuje tytuł Czcigodnego Sługi Bożego. Potem czeka się na znak z nieba – cud za wstawiennictwem kandydata na ołtarze. Kiedy zostanie zatwierdzony przez specjalną komisję, droga na ołtarze zostaje otwarta. Dokonuje się beatyfikacji czyli oficjalnie potwierdza się, że ów człowiek cieszy się chwałą zbawionych, mówiąc potocznie jest w niebie, a my mamy tego pewność. Beatyfikacja jest jednocześnie pozwoleniem na publiczny kult – powstają więc modlitwy czy i zostaje ustanowiony dzień wspomnienia liturgicznego. Tu właśnie kryje się zasadnicza różnica między błogosławionym a świętym – w zasięgu kultu. Błogosławiony jest czczony w Kościele lokalnym – w kraju, w diecezji, w zgromadzeniu zakonnym. Święty jest wpisany do kalendarza Kościoła powszechnego w każdym zakątku świata. Taka też była treść prośby wyrażonej przez Kard. Angelo Amato, prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych: „Ojcze święty, Święta Matka Kościół usilnie prosi, by Wasza Świątobliwość wpisał Błogosławionych Jana XXIII i Jana Pawła II do kalendarza świętych i by jako święci byli wzywani przez wszystkich chrześcijan”. Nie ma różnicy w wymaganiach na błogosławionego i na świętego. To że Jan Paweł II został ogłoszony świętym, nie znaczy że jest bliżej Pana Boga, że się wspiął o schodek wyżej. Różnica tkwi w zasięgu kultu.
– Jakie cechy musi posiadać święty? W czym musi się wsławić? W jaki sposób żyć? Czy są jakieś wyznaczniki?
Odpowiedź na to pytanie jest o tyle prosta, o ile trudne jest wcielenie jej w życie. Święty to człowiek, który żyje na co dzień wiarą, który kieruje się Ewangelią w swoich wyborach. Święty – czy Błogosławiony – to człowiek, który każdego dnia stara się wyrażać w czynach miłość do Boga i do człowieka. Święty to człowiek, który upada, ale się nie poddaje, angażuje się i walczy, ale wyczekuje ciągle Bożej pomocy.
Są dziesiątki i setki tysięcy takich ludzi… anonimowych, znanych tylko Bogu… Na ołtarze wynoszeni są ci, którzy w jakiś sposób stali się znani. I proszę mnie tu źle nie zrozumieć… Nie są absolutnie ważniejsi od tych, o których się nie mówi… Po prostu Pan Bóg miał jakiś cel w tym, że stali się sławni na całym świecie.
Z pewnością jednym z moich ulubionych Świętych jest mój Patron – św. Damian męczennik. Od niego próbuję się uczyć odwagi i bezinteresowności. Za potężnych Orędowników uważam św. Józefa i św. Michała Archanioła. A poza tym to pewnie jak wszystkich fascynuje mnie św. Biedaczyna z Asyżu. By nie brakło w tym gronie kobiet, to wspomnę chociażby św. Katarzynę ze Sieny, która miała dość siły i odwagi by upominać Papieża, św. Faustynę… Za ciekawe postacie uważam również bł. Annę Jenke czy bł. Piotra Jerzego Frassattiego
– Ostatnio kontrowersyjne są kwestie związane z pomnikami stawianymi Janowi Pawłowi II, że brzydkie, że dużo, że takie, siakie…jakich pomników potrzebuje dzisiejszy „świat” i katolik wg księdza?
Pomniki… Kwestia, jak dla mnie, kontrowersyjna… Z jednej strony rozumiem, że są wyrazem radości, chęcią upamiętnienia tak wielkiego wydarzenia. Z drugiej jednak strony… czasem mam wrażenie, że w pogoni za formą zapominamy kompletnie o treści. W teologii katolickiej pomnik, podobnie jak obraz, ma stać się symbolem tego, co niewidzialne czyli najprościej mówiąc ma nam przypominać nie pojedynczy fakt z życia świętego (tu był, tu się urodził, tu umarł) ale jego życie, jego wzrastanie do świętości, jego dzieło. I w tym świetle pomnik nie jest już tylko i wyłącznie wyrazem radości, ale zadaniem, a czasem nawet wyrzutem sumienia. Wydaje mi się również, że często o wiele piękniejszym „pomnikiem” może być nasza przemiana, zbliżanie się do wzoru proponowanego nam przez Świętego – taki pomnik duchowy, żywy, odlewany z serc. Wreszcie niezłym pomysłem jest stworzenie jakiegoś dzieła, fundacji, domu czy nawet grupy modlitewnej, charytatywnej, która będzie urzeczywistniała nauczanie Świętego.
A jak już ktoś nie wyobraża sobie życia bez pomnika… to niech przynajmniej zadba o stronę estetyczną… Liturgia, modlitwa, Święci mają nas przybliżać do Boga, który jest najwyższym Pięknem. Niektóre pomniki św. Jana Pawła działają dokładnie na odwrót…
Dziękuję za rozmowę.
Ks. Damian Piziak, ur. 19 czerwca 1978 w Nowej Sarzynie, po ukończeniu LO w Leżajsku kontynuuje naukę w Seminarium Duchownym w Przemyślu. Wyświęcony na kapłana 8 czerwca 2003 roku, po dwóch latach pracy w Polsce, w sierpniu 2005 podejmuje pracę w diecezji Modena-Nonantola jako wikariusz parafii Sacra Famiglia w Modenie i kapelan wspólnoty polskiej.