„Dziękuję mamie i tacie za opiekę, za ciepło rodzinne i kłótnie przy kolacji…” Tak śpiewał Muniek lider T. Love w przeboju sprzed lat pt. Wychowanie. Co to znaczy dobrze wychować dziecko?
Najpierw dajemy mu warunki do wzrostu i rozwoju, czyli pożywienie, dom i rodzina. To jest jego środowisko i w nim dojrzewa. I od maleńkości dajemy mu podstawy, aby mógł się odnaleźć w tym środowisku, ale i w świecie na zewnątrz. Mam tu na myśli uczenie siusiania do nocnika, przepraszanie za przypadkowe szturchnięcie,sztukę jedzenia nożem i widelcem, witania się z innymi ludźmi. Jednym słowem wszystkie normy kulturowe jakie „obowiązują” w naszej społeczności…Potem szkoła, kursy, rozwijanie zainteresowań itd. Jedno musimy pamiętać: dziecko nie jest naszą własnością! My jemu dostarczamy warunków do wzrostu i rozwoju, do przetrwania i przeżycia, do stania się dorosłym i dojrzałym. Wychowujemy go dla „innych” nie dla siebie! To znaczy nie może realizować naszych pasji i utraconych nadziei.
To znaczy, że gdy będziemy w potrzebie dzwonimy najpierw do sąsiada, a później do swojego syna/córki?
Dzieci powinny interesować się losem rodziców! W pewnym momencie życia role się zmieniają. To synowie stają się podporą dla rodziców. I normalne jest, że wykonują pewne zobowiązania bez przymusu, jakby z naturalnej potrzeby. Tak jak rodzice z naturalnej potrzeby dają dzieciom.
A gdy tak się nie dzieje? Dziecko nie interesuje się dolą rodziców? Kto jest winny? Rodzice, którzy się bardzo starali i dawali, co mogli czy dzieci, ponieważ są „niewdzięczne”…
Może właśnie za dużo dawali! Niestety wzrastamy w przekonaniu, że dzieci muszą wszystko mieć. Przykład: najnowsze modele telefonów, tabletów, komputerów, najmodniejsze ubrania…Rodzic, by zaspokoić potrzeby swojego dziecka, idzie do pracy. Pracuje często nawet na nadgodziny lub na dwóch etatach. Nie ma go w domu. Wraca zmęczony i marzy tylko o położeniu się do łóżka i o relaksie. Zostawia dziecko z tymi najmodniejszymi gadżetami. Nie buduje poczucia scalenia, przebywania razem, dzielenia się tym, co jest. Dziś często się izolujemy. Dzieci natomiast potrzebują bycia w gronie rodziny, dzielenia się swoimi przeżyciami i doświadczeniami, które zdobyły w ciągu dnia. A jeśli nas nie ma, to znajdą sobie, w najlepszym wypadku dziadka, w najgorszym będą szukać na zewnątrz. Wśród kolegów, których rodzice też ciągle pracują. Wśród używek- fałszywych pocieszycieli, otaczając się przedmiotami, które im będziemy nieustannie kupować. A robimy to, by trochę „uciszyć” wyrzuty sumienia, że tak mało przebywamy z nimi.
To dobrze, że młodzi ludzie tworzą nowe przyjaźnie…A w szkole jest taka presja na markowe ciuchy.
Tak, ważne są przyjaźnie, ale przyjaźnie nie powinny im zastępować więzi z rodzicami. Te więzi są istotne do prawidłowego funkcjonowania w życiu. A cementujemy je, przebywając z naszymi dziećmi, wykonując z nimi te same rzeczy. Dlaczego kiedyś syn szewca stawał się szewcem, a sklepikarza- sklepikarzem, cukiernika- cukiernikiem itd.? Bo ojciec piekarz brał syna ze sobą do pracy. Młodzieniec najpierw przebywał razem z ojcem, potem rodzic go przyuczał, a potem syn przejmował zakład. Jeszcze dziś spotykamy się z interesami prowadzonymi przez ojca i syna. Jeśli chodzi o presje społeczną na kupowanie pewnych określonych marek. To powiem tak: co się stanie jeśli ich nie kupimy? Dziecko będzie wyśmiane i wyszydzane? Nie nawiąże nowych znajomości, będzie nieakceptowane? Może tak, ale z drugiej strony nawet posiadając wszystkie te rzeczy, może do tego dojść. Nie zagwarantują one ani akceptacji, ani szczęścia! A my z kolei nie jesteśmy w stanie uchronić naszych dzieci przed wszystkimi przykrymi emocjami. Ochraniamy ich dając im poczucie bezpieczeństwa, ucząc ich szacunku dla wszystkich, pokazując inny system wartości. Wartości opartych na innym świecie, nie tylko: posiadam, więc jestem!
Za co dziś podziękuje nastolatek rodzicom? Za nowy telefon, za pieniądze na pizzę, za najmodniejsze buty sportowe, które mają wszyscy?
Jak podziękuję to nie jest jeszcze tak źle! ( śmiech). A jak nie podziękuje? Znowu zaczniemy się zadręczać: co zrobiliśmy nie tak…Pamiętajmy, że reguły i zasady oparte na jasnych: tak i nie są dla młodzieży zbawienne. Tak jak brzegi są szansą dla rzeki, tak limity, ograniczenia są szansą dla naszych dzieci.
Dziękuję za rozmowę
Dziękuję.
Janina Pachocka wieloletni pedagog i psycholog mieszka i pracuje w Toruniu.
Rozmawiała Edyta Gawryś